foto1
"Dziec­ko jest chodzącym cu­dem, je­dynym, wyjątko­wym i niezastąpionym."
foto1
"Trzy rzeczy zos­tały z ra­ju: gwiaz­dy, kwiaty i oczy dziecka."
foto1
"Dziec­ko to Skarb naj­większy, skry­wa w so­bie ta­jem­ni­ce uczuć. "
foto1
"Kto nigdy nie był dzieckiem, nie może stać się dorosłym."
foto1
"Spójrz w oczy dziecka - zobaczysz Boga."
Niepubliczne Przedszkole Parafialne im. Św. Michała Archanioła powstało w 2008 roku w wyniku inicjatywy Ks. Proboszcza Adama Samela w porozumieniu ze Zgromadzeniem Sióstr Michalitek. Organem Prowadzącym Przedszkole jest Proboszcz Parafii Trójcy Świętej w Głogowie Małopolskim, natomiast urząd Dyrektora piastuje obecnie Siostra Michalitka Anna Sokulska.Kliknij tutaj

Przeżyć dobrze Wielki Post

Kochani Rodzice!

Przed nami Wielki Post…W czymże ma on być WIELKI?  Czy w dołożeniu sobie pokuty, „zaciśnięciu pasa”, postach, zapatrzeniu w Mękę Pana Jezusa, w Jego Krzyż, w odliczaniu Dróg Krzyżowych, Gorzkich Żali? Są to na pewno sprawdzone przez wieki, dobre środki i narzędzia naszego uświęcenia. Tylko zadajmy sobie pytanie: czy to wszystko zwiększy naszą miłość? Czy otworzy nasze serca zwłaszcza na tych, których, na co dzień mijamy” wielkim łukiem”?

Jeśli nie - to lepiej nie przekazujmy tego rodzaju pobożności naszym dzieciom. A jeśli tak-to spróbujmy i siebie i nasze pociechy zachęcić do tego rodzaju wysiłku i postu, motywując je choćby tym prostym i wdzięcznym opowiadaniem. 

Działo się to na Biegunie Północnym… Niedźwiedzie polarne zwęszyły niezwykły zapach. Czuły, że jest to coś całkiem nowego. A potem odkryły: to był fiołek, który drżał od mrozu. Dzielnie przenikał swoim zapachem lodowe powietrze wokół siebie. Wszystkie zwierzęta tłoczyły się, żeby zobaczyć ten cud: foki, morsy, wilki, mewy. Zwierzęta się dziwiły, że wieczny lód zadrżał i pękł w miejscu, gdzie pachniał fiołek. Wyglądało to tak, jak gdyby fiołek chciał stopić całą bezkresną, lodową pustynię. Kiedy w końcu fiołek umierał z przemęczenia, pomyślał: ”Przecież ktoś musi zacząć od zapachu? Pewnego dnia lód stopnieje i będą tu kwitnąć miliony fiołków. Będzie można tu znów żyć, budować domy i dzieci będą się tu bawiły”.

Przemyślmy to sobie…mały fiołek, który sam drży z zimna, który umiera z przemęczenia, zmienił jednak świat w jednym, małym miejscu.

Potrzebujemy miliardy takich fiołków! Zastanówmy się gdzie spotykamy się z chłodem? Skąd chcielibyśmy najchętniej uciec? Gdzie my jesteśmy górą lodową-dla małżonka, małżonki, dla dziecka, dla sąsiada? Jak mogę coś zmienić? Coś roztopić? Gdzie ciągle na nowo powstaje lodowa atmosfera? Czy może pomiędzy Bogiem, a mną nie powstał lód przez moją obojętność, albo wygodnictwo? Każdy z nas jest fiołkiem, albo przynajmniej taki miał początek nawet, jeśli stał sie lodowym kwiatkiem, w Słońcu Bożego Miłosierdzia ma szanse stopnieć i ożyć.

Życzę nam wszystkim, abyśmy w tym świętym czasie często wygrzewali się w Słońcu Bożej Miłości płynącej z Krzyża, ale po to, aby móc piękniej pachnieć tą miłością, gdziekolwiek się pojawimy. Bóg nie chce licznych i „krwawych” ofiar, chce „bardziej poznania Boga, niż całopaleń”.

Tylko kochając możemy dostąpić poznania Boga, który w Swej naturze jest KOCHAJĄCYM, JEST MIŁOŚCIĄ.
Niech to będzie Wielki Post -Wielkiej Miłości!


Odnowić spojrzenie wiary w Adwencie

I znów mamy kolejny Adwent podarowany przez Boga. Gdy wchodzę w głąb duszy,serca,pytam się tam w mojej samotni ukrytego Boga: Co chciałbyś we mnie, w nas odnowić, co szczególnie podarować? Jak pochylić się w tym Adwencie nad Tobą, aby Cię lepiej poznać? Jak lepiej poznać Maryję,jak zgłębić Tajemnicę Wcielenia? I na myśl przychodzi mi takie oto opowiadanie...
 
- Co to znaczy widzieć sercem? - zapytała dziewczynka Boga Ojca.
- Moja Mała - powiedział - zamknij oczy, podaj mi swoją rękę i ufaj, że idziemy w dobrym kierunku.
Gdy przeszli spory odcinek drogi, dziewczynka usłyszała szept mijającego ich człowieka, powiedział: "Kim jest ten Ojciec, że prowadzi swoje dziecko po tak niebezpiecznych drogach?" Dziewczynka odczuła silną pokusę otwarcia oczu, ale po chwili zwróciła się znów do Boga Ojca:
- Słyszałeś go?
- Słyszałem....
- I co?
- Oczy serca są Moja Mała odporniejsze, a zaufanie do mnie wyostrza światło ich widzenia.
- To idźmy dalej - powiedziała radośnie dziewczynka.

 Proszę Cię Panie, daj nam odwagę, abyśmy zdecydowali się jeszcze bardziej żyć SERCEM i widzieć SERCEM. Prowadź nas Panie. Amen.


Kreskówki z japońską twarzą

Manga wywodzi się ze sposobu ozdabiania rycin i innych form sztuki użytkowej, a dzisiaj – poza Japonią – oznacza japoński komiks
Gdy otaczamy dzieci obcą kulturowo symboliką, terminologią, duchami i demonami – otwieramy je na światy, które dla rodziców są obce i niezrozumiałe.

Od początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku karierę zaczęły robić animacje japońskie, zwane anime. Uproszczona akcja sprowadzająca się do walki, pogoni i prostych magicznych obrzędów, niska cena produkcji (zwykle słabej, wtórnej, taśmowej) stanowiły o ich zaletach. Cechuje je niezwykła brutalność rodem z tradycji japońskiej pełnej legend o walce duchów i intryg wokół krwawych wydarzeń. Poprzez te kreskówki dziecko wchodzi w świat mangi (jap. „man” – wykonane szybko i lekko, „ga” – obraz, rysunek; jest tłumaczona jako „niepohamowane obrazy”) – stworzony przez inną kulturę, obce tradycje i obyczaje. Manga wywodzi się ze sposobu ozdabiania rycin i innych form sztuki użytkowej, a dzisiaj – poza Japonią – oznacza japoński komiks.

Za twórcę współczesnej mangi uważa się Osamu Tezukę – twórcę komiksów (m.in. „Astro Boya”), który w latach sześćdziesiątych XX wieku zajął się animacją. Od redakcji: Jeśli manga określana anime jest adresowana do dzieci (np. „Czarodziejka z Księżyca”), to inny gatunek mangi – hentai – tworzony w tym samym stylu i z tymi samymi nieletnimi bohaterami, zawiera elementy czysto pornograficzne, wplecione pomiędzy typowe sceny z życia nastolatków. Coraz częściej lansuje się tam homoseksualizm czy kazirodztwo. Jednym z ostatnich seriali jest „Maka-maka” o dziewczynkach lesbijkach. Trudno też nie wspomnieć o mrocznych gatunkach mangi z różnymi wcieleniami szatana i potworami, które gwałcą nieletnie bohaterki filmów i komiksów. Może to być bardzo szokujące nie tylko dla niedojrzałego widza.

Często anime japońskie jest podszyte wieloma podtekstami niezrozumiałymi dla dorosłych Europejczyków, gdyż odnoszą się do obcych kulturowo tradycji. I tak np. seria „Naruto” o wojownikach ninja jest brutalna i wulgarna, a życiowym celem bohaterów jest walka z przeciwnikiem. W walce wykorzystuje się własną siłę duchową, a główny bohater ma w sobie demona, którego moc wykorzystuje. W popularnym serialu „Dragon Ball” są przedstawione losy Sona Gokū, któremu jako niemowlęciu przydzielono misję zniszczenia ziemi. Jednak z powodu awarii swojego statku nie mógł wykonać zadania. Został przygarnięty i adoptowany przez Ziemianina. Bohater spotyka wówczas dziewczynę o imieniu Bulma, która opowiedziała mu o Smoczych Kulach i zaproponowała wspólną wyprawę. Popularność serialu pozwoliła zaistnieć mu w formie gry komputerowej, a figurki, przypinki i plakaty stały się poszukiwanymi przez dzieci gadżetami.

Przykładem japońskiej kreskówki może być seria poświęcona pokémonom (ang. „pocket” – kieszeń i „monster” – potwór). Pokémony rażą się prądem, palą ogniem, topią, miotają zatrute żądła. W kreskówce występują też ludzie, są dzieci – tzw. trenerzy. Ich celem jest chwytanie i szkolenie pokémonów, które potem wystawiają do walki. Pokémon, który przegrał walkę, staje się własnością zwycięskiego trenera. Schwytane stwory umieszcza się w tzw. pokéballach, czyli kulach do przechowywania pokémonów. Wychodzą stamtąd tylko po to, by walczyć i zabijać. Należy sobie uświadomić, że adresatami tych treści są dzieci w wieku 10-13 lat i młodsze.

Przekazywane im wzorce zachowań, świat symboli i znaków są szczególnie ważne i wpływają na sposób rozumienia przez nie świata. Dziecko powinno uczyć się oceniać świat, zjawiska i sytuacje, w których żyje. Gdy przemoc jest wszechobecna, trudno o inną, alternatywną wizję świata. Podobnie gdy otaczamy je obcą kulturowo symboliką, terminologią, duchami i demonami – otwieramy je na światy, które dla rodziców są obce i niezrozumiałe. A czyż o to chodzi w wychowaniu?


ks. Andrzej Zwoliński


Żródło: www.edukacjamedialna.pl


 Chrześcijanie nie obchodzą Halloween 

autor: Marcin Konik-Korn 

Artykuł pochodzi ze strony internetowej Tygodnika Katolickiego Niedziela: http://www.niedziela.pl

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny. 
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie. 
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości. 
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi? 
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu. 
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.


Odrzućmy Halloween...

Zabawa z przymrużeniem oka?


Zanim z uśmiechem przebierzemy nasze dziecko za jakąś zjawę czy makabrycznego bohatera horroru, by wędrując po sąsiadach mówiło: „poczęstunek albo psikus”, zastanówmy się głęboko, w jakim „święcie” tak naprawdę pozwalamy naszym dzieciom uczestniczyć. Nie jest prawdą, że to tylko zabawa traktowana z przymrużeniem oka, której towarzyszy makabryczna sceneria wszechobecnych kościotrupów, podświetlanych dyń czy czaszek.
 Prawda jest zgoła inna, odważnie i głośno o niej mówi od wielu lat znany włoski ksiądz Oreste Benzi, założyciel Wspólnoty im. Jana XXIII, którego zdaniem Halloween zostało wprowadzoneprzez ezoteryczno-satanistyczną kulturę. Kultura ta w jego opinii nakłania społeczeństwo do uprawiania nie tylko czarów, ale także spirytualizmu oraz satanizmu. Taką samą opinię wyraża wielu kapłanów katolickich na całym świecie, apelują oni do wiernych, by nie poddali się próbie deprecjonowania dnia Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. 

Przekraczanie niebezpiecznej granicy
Warto przypomnieć, że w pierwotnym zamyśle Kościoła uroczystość Wszystkich Świętych jest dniem radosnym i w takiej też atmosferze powinien być przeżywany. Bowiem 1 listopada to dzień, w którym wszyscy nasi błogosławieni i święci patroni obchodzą swoje imieniny. Nie utożsamiajmy jednak naszej chrześcijańskiej radości z niebezpieczną zabawą w pogańskie Halloween, które sięga swoimi korzeniami wiele tysięcy lat wstecz i wywodzi się z pogańskiego celtyckiego święta ku czci boga śmierci – Samhaina. W tym właśnie dniu druidzcy magowie podczas swoistych obrzędów spirytystycznych składali również krwawe ofiary z ludzi.

Być może do wielbicieli zamerykanizowanego święta Halloween przez cały ambaras medialno-przebierańczo-marketingowy, nakręcający niezły biznesnie docierają zarówno informacje 

o prawdziwej istocie tego „święta", jak i praktykach satanistów, którzy tego dnia są niezwykle aktywni. Anton Sz.LaVey’a, autor „Biblii szatana”, przyznał, że Halloween dla satanistów jest najważniejszym dniem w roku, jest bowiem czasem niezwykłej potęgi szatana. Dlatego wtedy odprawiają swoje „czarne msze”, podczas których składają krwawe ofiary, oraz dokonują rytualnych zabójstw.